Krzysztof Falkowski spakował swój Teatr Lalek i wyszedł z nim w plener, żeby opowiadać historię na rogach ulic, boiskach sportowych, placach i salach gimnastycznych w okolicznych szkołach, kiedy pogoda bywa kapryśna. Zostałem zaproszony to tego projektu, aby zrobić dokumentacje tego wydarzenia.
Było to niezwykłe doświadczenie. Rodzice z dziećmi przybywali malutkimi, wydeptanymi od pokoleń, ścieżkami do punktu gdzie miał przybyć Wędrowny Teatr Lalek. Miałem momentami wrażenie, że uczestniczę w jakimś filmie. Było to wielkie święto rodzinne. A miejsce spotkań zamieniało się w pełną skupienia plenerową scenę teatralną, z workiem emocji i niespodzianek. Krzysztof z żonglerką zwinnością zmieniał scenę w teatr. Jego ręce, głos i opowieść, zamieniały wyobraźnię w fascynującą opowieść, którą nie nikt nie chciał przerywać. Chociaż!… Bywały takie momenty kiedy dzieci nie mogły się doczekać, żeby pomóc swoim bohaterom w ich problemach. Wtedy widownia ożywiała się i padały podpowiedzieli, czasem krzyki, ale też były salwy śmiechu i pomruki niedowierzania.
Nie było za to telefonów i nudy, był tylko magiczny teatr i żal, że tak tylko na chwilę przeniósł nas widzów w świat baśni i dobrych zakończeń.





















